Święta 2013 w Nowej Południowej Walii: Wybrzeże
Po tym jak pierwszą część naszego wyjazdy świąteczno-noworocznego spędziliśmy w głębi lądu, zatęskniliśmy trochę za oceanem. Z Dorrigo ruszyliśmy zatem wprost na wybrzeże, do Nambucca Hades, gdzie spędziliśmy sylwestra na podobnym wyjeździe dwa lata wcześniej. Pomimo że nie mieliśmy zarezerwowanych noclegów, nie okazało się to wielkim problemem – szybko znaleźliśmy pokój, co prawda bez specjalnych wygód, ale za to z widokiem na morze. W dodatku okazało się, że właścicielka jest z pochodzenia Polką! 
Nambucca Heads to bardzo pięknie położona miejscowość – uroku dodaje jej rozlewisko rzeki wpadającej tu do oceanu, które tworzy wysepki i piaszczyste laguny przypominające trochę Whitsundays na północy Queensland. Jest to bardzo popularne miejsce, szczególnie wśród rodzin z dziećmi, bo rozlewisko rzeki zapewnia spokojną wodę bez fal.

Z Nambucca Heads ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża w kierunku South West Rocks, malowniczej miejscowości, którą również odwiedziliśmy dwa lata temu. W tym roku mieliśmy na szczęście więcej czasu na zwiedzenie tej urokliwej okolicy, więc zajechaliśmy na przylądek Smoky Cape, gdzie znajduje się przepięknie położona latarnia morska, wraz z dwoma domkami na klifie, w których można nocować! Spotkaliśmy tam też sporą i bardzo głodną goannę (wielka Australijska jaszczurka podobna do południowo-amerykańskiej iguany – stąd też nazwa nadana przez pierwszych Europejskich osadników), która kręciła się wokół nas najwyraźniej licząc na resztki z lunchu, który jedliśmy podziwiając widoki na okoliczne plaże.

W okolicach South West Rocks znajduje się też bardzo ciekawy zabytek – więzienie Trial Bay Gaol. Otwarte w 1886 roku, więzienie to służyło za obóz dla osób pochodzenia niemieckiego mieszkających w Australii (w tym Australijskich obywateli), którzy byli traktowani podczas wojny jako wrogowie i internowani do miejsc takich jak Trial Bay Goal. Więzienie jest bardzo dobrze zachowane, dzięki czemu można przez chwilę poczuć się jak gdyby przeniosło się w czasie.
Samo South West Rocks to też bardzo przyjemna, choć niewielka miejscowość. Charakterystycznym punktem są tu znajdujące się przy brzegu wielkie głazy oblewane przez turkusowy ocean na tle pięknej piaszczystej plaży. Wydaje się to idealne miejsce na dłuższy wakacyjny pobyt, z mnóstwem kafejek i barów położonych blisko plaży i z okolicą pełną ciekawych miejsc do odwiedzenia.

Z South West Rocks ruszyliśmy dalej na południe, do Port Macquarie, zatrzymując się po drodze na nocleg w tradycyjnym pubie w miasteczku Kempsey. Port Macquarie to również całkiem przyjemne miasto – znajduje się tu kilka ładnych plaż oraz parę ciekawych budynków, jak na przykład zabytkowy Roto House, wraz z przyległym szpitalem dla rannych koali.

Kolejną noc spędziliśmy w niewielkim miasteczku Laurieton położonym ok. 40 km na południe od Port Macquarie. Jeszcze przed zmrokiem wybraliśmy się na spacer po rezerwacie Kattang Nature Reserve, który oferuje kilka szlaków oferujących widoki na ocean i przybrzeżne klify. Najbardziej znany z nich to szlak na Perpendicular Point – skalisty cypel wbity w morze z pionowymi klifami o wysokości ponad 40m. My nie mogliśmy zbyt długo nacieszyć się pięknymi widokami bo szybko zaczęło się ściemniać a poza tym wiał tam taki wiatr, że mało nie pourywało nam głów

W okolicy Laurieton znajduje się też kilka innych lokalnych atrakcji, takich jak jeziora i parki narodowe, co sprawia że jest to przyjemne miejsce aby zatrzymać się tam na kilka dni. My przed wyjazdem odwiedziliśmy kościół Św. Piotra Rybaka, z malowniczym ogrodem zaprojektowanym przez byłego proboszcza tej parafii i rzeźbiarza-amatora, którego zainspirowały miejsca odwiedzone podczas wycieczki do Włoch. Zajechaliśmy też do punktu widokowego na górze North Brother, z którego rozciągają się panoramiczne widoki na wybrzeże, oraz do punktu informacyjnego w pobliskim miasteczku Kew z charakterystyczną ogromną siekierą zawieszoną na palach.
Naszym ostatnim przystankiem na tej wycieczce było miasteczko Timbertown w okolicach Port Macquaire, którego nie udało nam się odwiedzić dwa lata wcześniej. Po drodze zajechaliśmy do położonej w pobliżu winiarni Bago Vineyards, gdzie oprócz degustacji wina i lokalnych serów można też posłuchać jazzu i pobłądzić w żywopłotowym labiryncie.
Samo Timbertown to atrakcja przede wszystkim dla dzieci – jest to miejsce, które ma odwzorowywać miasteczko z czasów Australijskich pionierów. Można tam przejechać się kolejką czy bryczką, zobaczyć kilka zabytkowych drewnianych domów (zabytkowych = ok. 150-letnich), odwiedzić kuźnię oraz tartak, czy też obejrzeć pokaz ciągnięcia wozu z drewnem przez woły. Ogólnie to miasteczko ma przyjemną atmosferę i przy pewnym wysiłku można tam sobie wyobrazić jak wyglądało życie pierwszych osadników w Australii. Jeśli macie dzieci to na pewno będzie to dla nich ogromna atrakcja!

Tak zakończyła się nasza wycieczka świąteczno-noworoczna w tym roku. Przepraszamy za opóźnienie w publikacji tego posta – byliśmy ostatnio niesamowicie zajęci. Na szczęście wygląda na to, że przez najbliższy czas powinno być lepiej, więc mamy zamiar znowu odzywać się częściej!




















Dodaj komentarz