Kolejny dzień, kolejny kraj….
Pisaliśmy w naszym ostatniego poscie, że mieliśmy jechac do Urugwaju. Cztery dni później, jestesmy z powrotem w Argentynie, tyle ze bylismy juz w Urugwaju, Argentynie, i…Paragwaju i ponownie w Argentynie. W ciagu ostatnich trzech dni, przekraczaliśmy granicę każdego dnia, w tym wyjezdzajac i wjezdzajac do Argentyny dwa razy. Chyba mamy szczęście ze nie robimy tego w tym samym miejscu, bo oficerowie imigracyjni mogą być już trochę nami zmęczeni
Ale to jest piękno podróżowania na paszporcie UE – wizy nie sa potrzebne do Ameryki Południowej (w przeciwieństwie do Europejczyków, Amerykanie i Australijczycy musza płacić opłaty wizowe, aby wjwchac do niektorych krajow tutaj). Teraz, jeśli ktoś zapyta sie nas "Czy byliscie w Argentynie?’ możemy z dumą odpowiedzieć "Tak, trzy razy ".
Jesteśmy juz w naszym trybie podróżowania, często śpimy w miejscach dość podstawowych, gdzie spia tylko lokalni robotnicy i pracownicy sezonowi, wybieramy raczej zdezelowany comedor (jadlodajnie) i małe sklepy spożywcze, w których sprzedają chleb, sera i wina na litr, zamiast barów lub restauracji, i uzywamy lokalnych autobusów. W rezultacie, prawie nie widziellismy turystow w ciągu ostatnich kilku dni (oprocz siebie nawzajem
) choć fakt, że jest to poza sezonem tez prawdopodobnie pomaga. Nikt nie mówi tutaj po angielsk, ale jakos radzimy sobie z naszym szczątkowym hiszpańskim. Dla nas, jest to najlepszy sposob podrozowania.
Co do negatywow, pogoda była dość tragiczna w ciagu ostatnich kilku dni. Połączenie zimna (o 10C), deszczu i wiatru sprawia, że myślisz o Edynburgu w zły dzień… Ale to zmobilizowało nas zeby poruszać się szybciej, a więc jesteśmy juz o krok od Puerto Iguazu (piszemy ten post w autobusie) i potężnych wodospadow Iguazu Falls, gdzie bez wątpienia ponownie staniemy mocno na szlaku turystycznym .
Ale zanim tam dotrzemy, oto krótki przegląd tego, co wydazylo się w ciągu ostatnich kilku dni (zobacz także mapke, aby zorientować się co do lokalizacji tych miejsc):
- Colonia del Sacramento: miasteczko, w którym wysiedliśmy z promu w Urugwaju prosto z Buenos Aires. Piękne miasto i stary port przemytniczy, znajdujace się na liście dziedzictwa UNESCO. Absolutnie magiczne miejsce, szczególnie w nocy, kiedy wygląda jak prosto ze starego filmu, z powodu wielu zabytków i starych samochodów, którymi ludzie faktycznie jezdza (!).
- Salto w pln-wsch Urugwaju: we ended up spending a night there as we found out on the way that the town is the home to a complex of thermal mineral pools famous in the whole country. What a great decision it was! To be soaking in a 40C water in an outdoors pool, when the outside temperature is about 5C was simply priceless (and brought back nice memories from the Norther Island of New Zealand too!)
.

- Trinidad w Paragwaju: having landed in Posadas in northern Argentina, myśleliśmy, że to dobry pomysł, aby sprawdzić kilka ruiny dawnych misji jezuickich w sąsiednim Paragwaju. To było, jak skończyło się w Trinidad, innego wpisanego na listę UNESCO site. Ruiny były niesamowite, nawet w deszczu i Paragwaj okazał się zupełnie inny (ostrzejsze i być może bardziej "South-American") niż jego Europeanised sąsiadów…
To tyle na razie – następny post będzie prawdopodobnie już z Brazylii, gdzie powinniśmy dotrzeć w ciągu najbliższych kilku dni…







Dodaj komentarz